Miasto w którym mieszkam chwali się dużą ilością jezior oraz największym w Polsce zespołem leśno-miejskim. Włodarze miasta tak strasznie zatracili się w tym przekonaniu, że pozwalają na budowę osiedli całkowicie pozbawionych drzew i krzewów. Preferowane jest także budowanie parkingów zamiast przystanków autobusowych i próba popularyzacji rowerów poprzez większą ilość barierek oddzielających wszystko co tylko się da.
Śmieszy mnie również tendencja do ogradzania wszystkich osiedli, bloków w osiedlach i piaskownic.
Każdy lubi mieć wokół siebie tą namiastkę muru- bez refleksji czy przemyśleń. Jak w takiej sytuacji gdy wszystko ogrodzone i zamknięte zorganizować akcję ratunkową? Co gdy wybuchnie pożar lub po drugiej stronie płotu będzie napaść czy kradzież?
Przecież płot w przestrzeni miejskiej to coś obcego. Płot oddziela własność moją od Twojej. Ziemię, dom. Ale nie osiedle od osiedla!
W średniowieczu z pewnością nie było bezpieczniej. Straże miejskie były nieudolne , groziły wojny ,a bieda rodziła najgorsze instynkty. W sytuacji kiedy jest bezpiecznie, stopa życiowa ludzi rośnie, a problem wojen (w mieście teraz) zanikł , my grodzimy się na potęgę...
Na pożegnanie wklejam link do jednego z lepszych blogów, które uwielbiam czytać :
Olsztyn okiem ekonomisty
Serdecznie polecam.